sobota, 21 lutego 2015

9. Zmartwychwstanie ojca?

Następnego dnia obudziłam się sama. Tak, wiem trochę dziwne, ale prawdziwe. Odwróciłam się na drugi bok, ale nikogo nie zastałam. Spojrzałam na zegarek leżący na szafce nocnej. 05:20, a do szkoły mamy dopiero na dziewiątą. Wstałam, bo w sumie i tak już nie zasnę. Przeciągnęłam się leniwie i powolnym krokiem wyszłam z pokoju zielonookiego. Wychodząc poczułam mocny zapach kawy i.. to chyba były tosty. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Tata zawsze robił na śniadanie tosty. Westchnęłam. Niestety już nigdy ich nie zrobi. Otworzyłam drzwi do swojego pokoju, a to co zobaczyłam pozbawiło mnie tchu. W pomieszczeniu wszystko było przewrócone do góry nogami. To znaczy był bajzel. Cholerny bajzel. Wszystkie ręczniki i kilka ciuchów, które znajdowały się w mojej szafie były porozrzucane, biurko było odsunięte od ściany, firanki były ściągnięte, a materac był wyciągnięty z łóżka i leżał na środku pokoju. Ale nie to mnie przestraszyło. Najbardziej mnie przeraziło, że na materacu był telefon. Mój telefon, który wyrzuciłam do jeziora. I on właśnie dzwonił. Chwiejnym krokiem podeszłam do niego i trzęsącą ręką go odebrałam.
-Halo..? -powiedziałam niepewnym głosem.
-Mówiłem ci żebyś nie wyrzucała tego telefonu-zaraz.. czy to nie był głos mojego taty?
-Tato? Przecież ty umarłeś-nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać.
-To prawda, umarłem -zmarszczyłam brwi-ale teraz żyje-zaśmiał się gorzko-I mam się niesamowicie dobrze-ten głos jednocześnie był mojego taty, a jednocześnie jakiegoś obcego człowieka. Co się tu dzieje?
-Ale jak to..? O co tu chodzi.. ? Możesz mi to wytłumaczyć?
-Ależ oczywiście, Już ci tłumaczę. W sumie.. Zabawna historia-znów ten gorzki śmiech-Otóż jesteś moja droga córką demona, czyli mnie, i tego drugiego, czyli anioła. -Ja pierdole..co?- Tak, wiem trochę trudne do ogarnięcia, ale słuchaj. Matka zakochała się we mnie, a ja.... Ja nigdy nie darzyłem jej takim uczuciem. Lubiłem ją, ale chciałem zobaczyć co się stanie jeśli będzie ze mną w ciąży. Jakie niesamowite dziecko się z tego urodzi. No i urodziłaś się ty. Tylko, że nic nie wykazywałaś, że jesteś niesamowita. Dopiero później to się zaczęło objawiać w tych twoich niepozornych bólach głowy-Zaraz.. To ojciec wiedział o tych bólach głowy?! -Zanim cokolwiek powiesz tak, wiedziałem o tych twoich atakach. Mówiłem o tym matce, ale mnie nie słuchała. Sądziła, że mówię to tylko po to, żeby wziąć się do szkoły, do tej coś się teraz zapisała i nawet się nie pochwaliłaś. 
-Skąd ty wiesz o szkole?! -wściekłam się.
-Córeczko, jestem demonem, potrafię widzieć, rzeczy, których ty nie widzisz. Przynajmniej na razie nie widzisz. Jeśli tobie się wydaje, że potrafisz tylko stawać się niewidzialna, to bardzo się mylisz. Potrafisz robić o wiele więcej, rzeczy, dlatego miej się na baczności bo przez przypadek możesz się natknąć na moje sługi, które mają rozkaz aby ciebie znaleźć i przyprowadzić. Żywą, na razie-znowu ten gorzki śmiech. Rozłączyłam się. Ja... ja nic nie rozumiem. O co tu do cholery chodzi? Nagle w kącie dostrzegłam coś czarnego. Warczało na mnie. Zaczęłam się powoli cofać. Może jak powoli się stąd uwinę, to zamknę drzwi i uda mi się uciec. Na moje nieszczęście potknęłam się, zahaczyłam o krzesło. Czarna postać natychmiast rzuciła się na mnie. Szybko wstałam i pobiegłam do drzwi. Zdążyłam je przed nim zamknąć. Wzięłam głęboki oddech. Uspokój się. Szybkim krokiem udałam się w stronę drzwi wejściowych co chwile się odwracając. W końcu wpadłam na kogoś. Cholera. Chciałam się wyrwać, ale zamknął mnie w silnym uścisku.
-Eliot puść mnie, musimy... uciekać.. puść mnie szy...-nie zdążyłam dokończyć, bo mnie pocałował. Chciałam go odepchnąć ale coraz bardziej przyciągał mnie do siebie. Po chwili zatraciłam się w tym pocałunku. Jego ręce były dosłownie wszędzie. Wreszcie odsunęłam się od niego, próbując złapać oddech. Oparłam głowę o jego tors. Jego ręce znajdowały się na mojej talii. Zaczął się śmiać.
-Eliot, przestań... my musimy.. natychmiast uci...-znowu mnie pocałował. Cholera, ja z nim nie wytrzymam. Swoje dłonie zsuwał z moich pleców coraz niżej. Szybko odsunęłam się od niego. -Przestań mnie tak cały czas uciszać. Wkurzasz mnie tym, że nie dajesz mi dojść do słowa, cholera.
-A uspokoisz się w końcu? I powiesz mi na spokojnie co się stało?-zapytał ściągając na chwilę swoją rękę z mojej talii. Przeczesał ją włosy i znowu ją tam położył. Wyrwałam się z jego objęć, co było dla mnie trudnym wyzwaniem i pokazałam mu ręką na swoje drzwi.
-Proszę... panowie przodem. -zmarszczył brwi i wszedł do pokoju. Troszkę się przestraszyłam. Bo w końcu wysłałam go tam do tej bestii. 
-Caroline możesz wejść? -wzięłam głęboki oddech i weszłam. Pokój był w idealnym porządku. Telefon, który wcześniej był na materacu leżał na biurku. O co w tym wszystkim chodzi? Oparłam się o drzwi i usiadłam chowając twarz w dłonie. 
-Co się tu kurwa dzieje...-Na przeciwko mnie usiadł po turecku Eliot. Położył mi ręce na kolanach.
-Hej... o co chodzi? -podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. Po chwili coś przykuło moją uwagę. Wstałam, nie zważając na pytanie Eliota i podeszłam do parapetu. Leżała tam kartka. Słowa na niej napisane zmroziły mi krew w żyłach. ''Czyny zostaną odpokutowane" Westchnęłam. A więc wojna...
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że rozdział dopiero teraz się ukazał, ale mam ferie :D tak wreszcie upragnione ferie i po prostu pojechałam do babci w góry. A tam zasięgu to ze świecą trzeba szukać :p Bardzo dziękuje, za czytanie tego co pisze i zachęcam do komentowania i wyrażania swojej opinii. Cieplutkiego wieczoru życzę :) Caroline
PS. Zapraszam także na mojego drugiego bloga :))) something-about-real-life

piątek, 13 lutego 2015

8. Świat do odważnych należy.

|PERSPEKTYWA CAROLINE|
Obudziłam się z lekkim niepokojem. Eliot nadal nie wrócił. Wstałam z łóżka i przebrałam się w piżamę, bo przecież wcześniej nie miałam kiedy. Zaczęłam przeszukiwać dom. Popatrzyłam na godzinę. 23:08 Eh... Eliot wyszedł jakąś godzinę temu. Otwierałam kolejne drzwi. Oprócz mojego, Danny'ego i pokoju zielonookiego znalazłam też dwie toalety, salon i bibliotekę. Sama się zdziwiłam do kogo może należeć tyle książek. Odetchnęłam. Uwielbiam zapach książek. Nie tylko ich zapach oczywiście. Uwielbiam czytać. Tak wiem, nigdy jeszcze (przynajmniej mi) nie powiedział, że nie lubi książek. Tylko, że ja ich nie czytam w sumie. Ja je pożeram, zaciągam się ich zapachem, dla mnie są jak narkotyk. Gdy już przeczytasz jedną sięgasz po następne i następne i następne... Przeleciałam wzrokiem po wszystkich szukając jakiś znanych mi autorów czy tytułów. Na razie były tu tylko same książki związane z historią czy jakieś naukowe. Nagle mój wzrok zatrzymał się na książce. Nieco różniła się od innych dlatego była widoczna. James Dashner. Zmarszczyłam brwi. Nieco dalej znowu go zobaczyłam. Biblioteka zawierała większość jego książek. Kto by go czytał? Danny czy Eliot? Ostatecznie wyciągnęłam książkę "Próby ognia'' Tego autora i wyszłam. Wróciłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżku i zaczęłam czytać. Byłam już na 56 stronie gdy usłyszałam trzaskanie drzwiami. Podskoczyłam.
-Caroline? -odetchnęłam. Od razu poznałam, że to zielonooki. Odłożyłam książkę, wstałam, i udałam się stronę głosu. Schodziłam po schodach gdy nagle przystanęłam. Eliot miał podbite oko, rozwaloną wargę, wole już nie wiedzieć co z innymi częściami ciała.
-Boże-szepnęłam, zakrywając buzie ręką. Zaczęłam się powoli cofać przodem do niego. Gdy byłam już na przedostatnim schodku usiadłam. On natomiast patrzył się na mnie tymi swoimi zielonymi oczami.
-Caroline... ja...
-Upiłeś się, wdałeś się w bójkę myślisz, że mam ci gratulować?! -Westchnął i przeczesał włosy ręką.
-Nie upiłem się...
-Gówno prawda -krzyknęłam, przerywając mu. -Co ty sobie cholera wyobrażasz! Ja się o ciebie cholernie martwię nie wiem gdzie jesteś i tak po prostu wracasz pijany?! Wiesz jak ja się teraz czuje?! -zeszłam po schodach i podeszłam do niego. Chwyciłam jego twarz w dłonie i dokładnie oglądnęłam szukając innych ran. On zamknął oczy. -Zachowałeś się jak dziecko, jesteś dzieckiem-nie kontrolowałam co do niego mówię. Na szczęście na twarzy miał tylko siniec pod okiem i rozciętą wargę. -Idź do salonu trzeba ci to obłożyć lodem.
-Ale ja nie potrzebu..
-Idź do salonu-rozkazałam. Westchnął i poszedł w tamtą stronę. Ja udałam się w stronę kuchni. Podeszłam do blatu i oparłam na nim ręce. Odetchnęłam. Czemu on to zrobił? Cholera mam ochotę coś zniszczyć. Wyciągnęłam lód z zamrażarki i poczułam czyjeś dłonie oplatające mnie od tyłu. Eliot przytulił się do moich pleców.
-Przepraszam, wiem, że to było głupie, ale nie mogłem wytrzymać. Gdy mi to powiedziałaś myślałem, że mnie krew zaleje, musiałem się z nim spotkać.
-Spotkałeś się z Matt'em ?! -odwróciłam się od niego -on cię tak urządził?-on opuścił głowę.
-Za to ja nie zostałem mu dłużny -westchnęłam.
-Proszę cię, sprawa z Matt'em to już przeszłość. Nie wdawaj się w nim w bójki ok? -Pokiwał twierdząco głową. Nie wierzyłam mu. Wątpię, żeby na jednej bójce się skończyło. Niestety z facetami już tak jest.  Mówią jedną rzecz , a robią coś innego. Rzuciłam lód w jego stronę. On zdezorientowany złapał i zmarszczył brwi.
-Myślałem, że ty mnie opatrzysz. -uśmiechnął się złośliwie.
-Możesz sobie pomarzyć, chcę iść spać. -uśmiechnęłam się. Podszedł do mnie szybkim krokiem. Nawet z podbitym okiem i rozciętą wargą był przystojny. Dlaczego on musi być taki idealny w każdym stopniu?! Oparł ręce po obu stronach blatu, nie dając mi drogi do ucieczki. Byłam za blisko jego twarzy. Głowa podpowiadała mi, żebym uciekała jak najdalej się da, a serce żebym go pocałowała.
-To może chociaż się ze mną położysz do łóżka? -prychnęłam.
-Niby po co? Żeby cię bronić przed potworami spod łóżka? -uśmiechnął się złośliwie.
-Dokładnie. -A potem zrobił coś, czego kompletnie się nie spodziewałam. W każdym razie JA się tego nie spodziewałam. Pocałował mnie! Na początku nie wiedziałam co się stało. Po chwili jednak położyłam ręce na jego torsie lekko go odpychając. On jak na zawołanie się odsunął i z sykiem wypuścił powietrze. Zmarszczyłam brwi. Po chwili jednak zrozumiałam, że on przecież się bił. Podciągnęłam delikatnie jego koszulkę i zobaczyłam dużą ranę. Wyglądała okropnie. Skrzywiłam się na samą myśl jak musi go to boleć.
-Wiesz co, może lepiej pójdziesz spać sam, ta rana nie wygląda dobrze.
-Myślisz, że teraz pozwolę ci spać samej? -uśmiechnął się złośliwie po czym przerzucił sobie przez ramie. Zaczęłam się śmiać, doniósł mnie do swojego pokoju i rzucił na łóżko. -To co, idziemy spać czy będziemy robić nieco ciekawsze rzeczy? -sugestywnie poruszył brwiami. Zrobiłam się przez niego czerwona. Cholera, przecież ja się nigdy nie czerwienie.
-P.. proponuje żebyśmy poszli spać -powiedziałam. Nie wiem czy udało mi się zabrzmieć szczerze. Bo tak na prawdę to cholernie pragnęłam poznać te ciekawsze rzeczy, ale z drugiej strony trochę to za wcześnie.
-Oh serio? Myślałem, że wolisz te ciekawsze rzeczy -uśmiechnął się złośliwie, weszłam pod kołdrę i odwróciłam się do ściany.
-Zawsze możesz te ciekawsze rzeczy robić sam -uśmiechnęłam się. Byłam jednak pewna, że to zauważył, nawet jeśli nie byłam odwrócona w jego stronę. Po chwili wskoczył do łóżka i przytulił się mocno do moich pleców. Westchnął. Delikatnie się do niego odwróciłam i lekko próbowałam go odepchnąć.
-A co z twoją raną na brzuchu?
-Myślisz, że z powodu jakiejś głupiej rany mam sobie odbierać własną przyjemność? Mowy nie ma! -odwróciłam się z powrotem do ściany śmiejąc się przy tym. Ponownie przytulił się do moich pleców, tym razem nic nie zrobiłam. Chwilę patrzyłam się na ścianę myśląc co się dzisiaj stało. Jak teraz będą wyglądały nasze relacje? Trochę się boje. Ale w końcu świat do odważnych należy...
_________________________________________________________________________________
Tak więc mamy i kolejny rozdział, który z miłą chęcią dedykuje Naci. Już tłumaczę dlaczego ;D Otóż tylko i wyłącznie dzięki niej pierwszy pocałunek Caroline i Eliota pojawił się tak szybko. Ogólnie rzecz biorąc nigdy nie zrobiłabym tego aż tak szybko. Ale przecież to nie znaczy, że nagle wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie, skoro Eliot był lekko pijany. :D A nasz kochany Eliot nadal będzie ją trochę odpychał od siebie, z przyczyn, których będą miały miejsce za kilka rozdziałów :3 Także zachęcam gorąco do komentowania i wyrażania swoich opinii ;) Caroline 

czwartek, 5 lutego 2015

7. Podobni jak dwie krople wody.

-Dobra, dobra, -wzięłam głęboki oddech -powiem ci.
Jakiś rok temu poznałam Matt'a w szkole. Był tym najbardziej znanym kolesiem, ale nie był tego typu, że spał z każdą laską. Wręcz odwrotnie. Ci, którzy go nie znali dobrze mogli sobie pomyśleć, że jest gejem. Ale to nie prawda. Po prostu. Jego dziewczyna, ona zmarła. Nigdy nikt się nie dowiedział z jakich przyczyn. Pamiętam, że gdy go poznałam nie przepadałam za nim. Uważałam go za głupka, który ugania się za każdą. A on wciąż nie dawał za wygraną-uśmiechnęłam się smutno. -W końcu dałam się namówić na randkę, potem już staliśmy się parą. Przez pół roku był chłopakiem, który każda dziewczyna mogła sobie pomarzyć.Kochał mnie. Później coś się z nim stało. Zaczął się zmieniać. Był bardzo nerwowy, kłóciliśmy się o wszystko. On był.. nie wiem.. przewrażliwiony. Kazał mi do siebie dzwonić kiedy gdzieś wychodziłam, nigdy nie puszczał mnie samą na jakieś imprezy. Powiedziałam mu, że mam tego dosyć, a on tylko powiedział, że dba o moje bezpieczeństwo. Któregoś dnia, nie powiedziałam mu, że idę do Victorii, mojej przyjaciółki. Gdy się o tym dowiedział zabrał mnie od niej, zawiózł do swojego domu i... -łzy wezbrały mi się w oczach -i zamknął w piwnicy -Eliot gwałtownie wciągnął powietrze. -On mnie torturował -łzy leciały po moich policzkach, zielonooki pociągnął mnie na swoje kolana i przytuli mocno -trzymał mnie tam przez miesiąc, wreszcie po tych 30 dniach jego ojciec mnie znalazł całą we krwi i strasznie wychudzoną. Powiedział, żebym szybko uciekła, dał mi jakieś ubrania i pieniądze. Zniknęłam na miesiąc, wyjechałam za granicę. Chciałam sobie wszystko przemyśleć. Matt mnie szukał, wiedziałam o tym, ale na szczęście mnie nie znalazł. W końcu wróciłam do domu tłumacząc się, że byłam na wymianie w szkole. Pan Johnson to potwierdził. Moi rodzice o nic nie dociekali, choć przeczuwali, że to nie prawda. Później dopiero nabrałam pewności siebie i im to powiedziałam. Pomogli mi wrócić do siebie. Ojciec Matt'a też mi bardzo pomógł. W tym czasie Matt pojechał, gdzieś tylko nie wiem gdzie. Wiem tylko, że to jego ojciec go wysłał. -Przytuliłam się do Eliota mocno. Bałam się, że wszystko co było związane z zielonookim zniknie,gdy się od niego odsunę, a ja znów pojawię się w piwnicy, że to wszystko to tylko sen.
-Spokojnie, mała spokojnie, już nic ci się nie stanie. -Oprócz rodziców i Eliota nikt nie wiedział o tym co się stało, włączając w to Victorie. Nie chciałam jej tego mówić, bo jeszcze poczułaby się winna. Nie chciałam jej obarczać moimi problemami. Ona jest zbyt dobra na to.
|Dwie godziny później|
Nieco się już uspokoiłam po tej rozmowie z Eliotem. I muszę przyznać, że boje się jego reakcji. Po tej rozmowie siedziałam przytulona do niego przez jakieś piętnaście minut, a potem zasnęłam. Pamiętam tylko, urywki, Eliot zaniósł mnie do pokoju, usiadł na łóżku i powiedział.
-Nie pozwolę, żeby coś ci się stało. -Albo mi się tylko wydawało. Później gdzieś wyszedł, bo słyszałam trzaskanie drzwiami, jakby chciał odreagować. Następnie jakby film mi się urwał.
|PERSPEKTYWA ELIOTA|
Wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Mam nadzieje, że nie obudziłem jej. Muszę jakoś odreagować. Szczególnie, że Matt był moim kumplem od niedawna, ale od razu zaczęliśmy się rozumieć. A najgorsze jest to, że my jesteśmy do siebie podobni, cholernie podobni. Napisałem do niego szybkiego sms-a 'Spotkanie. Teraz tam gdzie zawsze'' Długo nie musiałem czekać na odpowiedź 'ok' . Szedłem powoli nie wiedząc o czym mam myśleć. Czuje, że nic mi nie przeszkodzi w obiciu mu ryja. Ale tak porządnie. Zacisnąłem dłonie w pięści. Cholera, Eliot uspokój się. Poczułem na ramieniu czyjąś rękę.
-No hej-uśmiechnęła się-co taki ładniusi chłoptaś robi samemu w nocy.
-Na pewno nic co by cię interesowało-odtrąciłem jej rękę.
-No co ty-jej ręka tym razem dotknęła mojego torsu. -przecież widzę jak na ciebie działam-jakby określić taką dziewczynę? To się chyba nazywa dziwka. U nas jest takich dużo, kiedyś mnie do nich ciągnęło, ale teraz ich po prostu nienawidzę. Brzydzę się nimi.
-Jeśli zaraz nie pójdziesz sobie ode mnie skręcę ci tą twoją pieprzoną główkę i już nigdy więcej nikogo nie wyruchasz. -dziewczyna tylko chwilę patrzyła się na mnie, po czym odwróciła i poszła kręcąc dupą. Prychnąłem. Wreszcie doszedłem do ustalonego miejsca. Zobaczyłem grupkę dziewczyn. Tak. To na pewno on. Nigdy nie mógł się odpędzić od lasek. Ja w sumie też tylko, że ja w porównaniu do niego tego nie znoszę, on czerpie z tego same korzyści.
-No dobrze dziewczynki, na dziś już skończyłem. -przybił mi piątkę -siema stary-Jakaś dziewczyna wsadziła mi do ręki jej numer. Z odciśniętą szminką. Ohyda. Od razu wyrzuciłem kartkę za siebie. Matt zmarszczył brwi.
-Stary wszystko dobrze?
-Lepiej ty mi powiedz co?
-Stary może jak ci postawie piwo to się nieco ogarniesz - pokiwałem głową. Po pięciu piwach było mi dobrze jak nigdy. Nie pamiętam kiedy ostatnio coś piłem.
-No, to teraz możesz powiedzieć o co ci chodziło-poklepał mnie po ramieniu.
-Nawet nie wiesz jaką mam cholerną ochotę, żeby rozwalić ci tą twoją piękną mordę.
-Stary powiesz mi wreszcie co jest grane?
-Caroline jest grana. -napiął wszystkie swoje mięśnie.
-To nie twoja sprawa, a po drugie spieprzaj od niej bo to jest moja dziewczyna -zaśmiałem się gorzko.
-Gdyby to była twoja dziewczyna sukinsynie to nie mieszkała by ze mną. -czułem się na zwycięskiej pozycji. W końcu ona mieszkała ze mną nie z nim. Zresztą nigdy bym jej nie pozwolił mieszkać z kimś innym niż ja. Ponieważ ona należy tylko i wyłącznie do mnie.
-Jak ty mogłeś! -powiedział wstając.
-Jak ty mogłeś zamknąć ją w piwnicy! Jesteś zwykłym chujem! -wykrzyczałem. Nie wytrzymałem i walnąłem go w szczękę. Uderzył w ścianę. Zaraz potem ludzie zaczęli uciekać. Niby bójka to nic wielkiego, ale gdy w grę wchodzi dwóch wampirów najlepiej jak najdalej spieprzać. Po nas można się wszystkiego spodziewać. Szybko wstał po czym wymierzył mi mocny cios w brzuch. Kurwa. Chyba będzie blizna. Po czym kolanem walnął moją głowę. Podniosłem się szybko po czym dostaqł ode mnie z sierpowego. Dobrze, że w dzieciństwie interesował mnie boks. On za to nie został mi dłużny i podbił mi oko. Rzuciłem nim ostatni raz w ścianę. On powoli wstawał, za to ja już wychodziłem.
-Jeszcze się policzymy! -krzyknął. Prychnąłem. Tak mu dowaliłem, że wątpię żeby jeszcze kiedykolwiek zbliżył się do Caroline. Caroline! Cholera, Eliot jak mogłeś ją zostawić samemu w domu!
_________________________________________________________________________________
Tak więc jest i kolejny rozdział ;) Dzisiaj nieco inaczej niż zwykle, bo nie mogłam się powstrzymać od zrobienia perspektywy Eliota :p to było mocniejsze ode mnie. Oczywiście zachęcam do komentowania i wyrażania do swoich opinii pozdrawiam serdecznie Caroline ;)



wtorek, 3 lutego 2015

6. Przesłuchanie...

Usiadłam na ławce, chowając twarz w dłoniach, co ja teraz zrobię... ?
Dlaczego on? Wszyscy tylko  nie on. Jak to się stało, że został wampirem? Westchnęłam. Poczułam czyjąś obecność. Podniosłam głowę, przede mną kucał Eliot.
-Caroline, wszystko w porządku? Kto to był? -Przez chwilę wahałam się nad powiedzeniem prawdy, jednak nie mogę. Nie teraz.
-Mój były-częściowa prawda. Nie sądzę, że chciałby się zadawać z kimś tak słabym jak ja, gdyby znał całą prawdę.
-Matt to twój były? Zrobił ci coś?
-Nie, nic mi nie zrobił-postanowiłam zmienić temat- idziemy?
-Okej-niechętnie wstał, pociągnęłam go za rękę żeby trochę się pośpieszył. Chwilę potem się zatrzymałam. Eliot uśmiechnął się złośliwie.
-No... to... ee gdzie teraz? -zaczął się ze mnie śmiać -nie śmiej się.
-Skoro wcześniej prowadziłaś to teraz też możesz.
-Ale ja nie wiem gdzie to jest -zaczął mnie już wkurzać.
-No to prowadź- walnęłam go w ramie, po chwili już jednak dał się namówić. Doszliśmy do drzwi z napisem 'Dyrektor Johnson' 
-Trochę się boje, że może mnie nie przyjmie.
-Na pewno cię przyjmie bądź dobrej myśli, Johnson to spoko koleś, a tylko nie mów do niego Johnson, bo tego nie lubi.
-To jak mam na niego mówić?
-Najlepiej panie Johnson, albo dyrektorze, albo proszę pana. Osobiście polecam pierwszą opcje. -zapukałam cichutko w drewniane drzwi. Po chwili usłyszałam: PROSZĘ Weszłam a moim oczom ukazał się niewielki korytarz, na przeciwko mnie znajdowało się biurko, za którym siedział jakiś mężczyzna po sześćdziesiątce, tak przynajmniej mi się wydawało.
-Przepraszam? -facet podniósł głowę znad papierów -chciałabym się zapisać do tej szkoły. -zmierzył mnie od góry do dołu wzrokiem, spojrzał na Eliota i powiedział.
-Proszę chwile poczekać, przygotuje potrzebne dokumenty. -długo nie musiałam czekać, choć sama się zdziwiłam, bo gdy zobaczyłam ile tego było, nie sądziłam, że ten mężczyzna tak szybko je znajdzie.
-Imię?
-Caroline.
-Wiek?
-17 Lat
-Rodzina? -wstrzymałam oddech. Nie sądziłam, że o to mnie zapyta.
-Nikogo nie ma, jedyną najbliższą osobą jestem ja -do rozmowy wkroczył Eliot.
-Kim dla niej jesteś? -już chciałam odpowiedzieć, lecz zielonooki mnie wyprzedził.
-Jestem jej chłopakiem -popatrzyłam się na niego ze złością wypisaną na twarzy, on tylko się uśmiechnął.
-Dobrze, macie te papiery idźcie z nimi do dyrektora, on zrobi ci ostateczne przesłuchanie, powodzenia-uśmiechnął się ciepło.
-Dzięki Bob-Powiedział Eliot jak gdyby nigdy nic.
-Nie ma sprawy stary. -zachowywali się jakby byli starymi przyjaciółmi mimo że różnica wieków przekraczała gdzieś z 43 lata. Przeszliśmy przez korytarz, na końcu znajdowały się drzwi. Zapukałam i weszłam, a za mną wszedł Eliot. Mężczyzna podniósł głowę znad papierów i zobaczyłam go. Ojca Matt'a. O kurwa. Lepiej nie mogłam trafić.
-Caroline?! -Podbiegł do mnie i przytulił. Zachował się dokładnie tak samo jak syn. Tylko, że był o niebo lepszy od niego-Ty żyjesz!
-Tak-uśmiechnęłam się słabo-i mam się dobrze jak widać. -Eliot patrzył na tą sytuacje ze zdziwieniem namalowanym na twarzy.
-Przysięgam, gdybym wiedział o tej piwnicy, w życiu bym na to nie pozwolił.
-Na prawdę, nic się nie stało, chciałabym się zapisać do tej szkoły-zmieniłam temat, bo nie chciałam, żeby Eliot cokolwiek wiedział.
-Wiesz, że Matt też tu chodzi?
-Tak i wiem też, że jest wampirem.
-Skąd ty to wiesz? Mówił ci?
-Nie, wyczułam to u niego.
-A ty kim jesteś?
-Nawet pan nie wie jak bardzo chciałabym to wiedzieć.
-To w takim razie co potrafisz? -zastanowiłam się chwile.
-Potrafię stać się niewidzialna.
-To przecież niemożliwe-Johnson zmarszczył brwi.
-Jeśli pan chcę, to mogę to panu pokazać.
-Byłbym zaszczycony. -wzięłam głęboki oddech i się skupiłam. Poczułam ból głowy. Zamknęłam oczy i po chwili zniknęłam.
-Niesamowite -powiedział dyrektor nie mogąc wyjść z podziwu. -Caroline, jesteś tu?
-Tak, jestem -podeszłam wolnym krokiem do Eliota i chwyciłam go za ramie. Po chwili byłam już widzialna. Pan Johnson nie mógł wyjść z podziwu.
-Caroline, witamy w szkole. -uśmiechnął się ciepło. -A i jeszcze jedno. -Mieliśmy już wyjść, gdy zatrzymał nas słowami.
-Eliot?
-Tak?
-Nie odstępuj jej na krok. Za dużo wycierpiała.
-Niech się pan nie martwi nie spuszczę jej z oczu.
-Nie potrzebuje ochrony, doceniam, że pan się martwi, ale umiem sobie sama poradzić. -Dyrektor jakby nie słyszał co powiedziałam, bo zaczął podpisywać papiery, wyszłam z zielonookim z pomieszczenia, pożegnałam się z Bob'em, który najpierw dał mi plan zajęć i tak dalej. Gdy już Eliot zamknął drzwi rzuciłam mu się na szyje.
-Eliot udało mi się! -cieszyłam się jak nigdy.
-Jestem z ciebie dumny, idziemy coś zjeść? -zapytał nadal mnie przytulając. Z pewnością z daleka wyglądaliśmy na a)Cholernie, ale to cholernie zakochaną parę obściskującą się w szkole lub b) Jak ojciec z córeczką. Tak wiem śmiesznie to brzmi, ale w porównaniu do mojego marnego wzrostu i gdzieś z metr, dziewięćdziesiąt Eliota, tak właśnie można było pomyśleć.
-Spoko, chodźmy, ale najpierw mnie puść.
-Nie, teraz jest mi wygodnie. -uśmiechnął się złośliwie.
-Eliot, wiem, że jest ci fajnie, ale będziemy dziwnie wyglądać -Eliot niechętnie mnie puścił. Pociągnął za rękę w stronę jakiejś kawiarni. Zadzwonił mu telefon.
-Halo, no Danny co chcesz? Tak... no.. dobra spoko... kiedy? ... ok.. no trzymaj się... nara.. -rozłączył się
-Co chciał Danny?
-Dzwonił, żeby powiedzieć, że jedzie na imprezę i wróci w nocy, więc mamy chatę dla siebie -uśmiechnął się złośliwie. Nic nie odpowiedziałam. Myśl o tym, że będę sama z Eliotem mnie odrobinę przerażała. Na pewno każe mi powiedzieć o co chodziło panu Jonhnson'owi. A ja nie wiem, czy jestem na to gotowa. Postaram się o tym nie myśleć. Weszliśmy.
-Dają tu najlepszą kawę w mieście-uśmiechnęłam się do niego-i nie ma dużo ludzi. -atmosfera nieco się rozluźniła i rozmawialiśmy na luźne tematy.Wypiliśmy kawę i wróciliśmy spacerem do domu. Eliot otworzył drzwi, po czym przepuścił mnie, i zamknął je na klucz.
-Caroline, musimy poważnie porozmawiać.
-Słucham? -powiedziałam siadając na kanapie
-O co chodziło Johnsonowi? -zmarszczyłam brwi. Wiedziałam.
-O nic ważnego. -odpowiedziałam. Siliłam się na obojętny ton. Mam nadzieje, że nie usłyszał tej niepewności.
-Czemu nie chcesz mi powiedzieć?-powiedział, siadając obok mnie.
-Bo to naprawdę nic ważnego, nie ma o czym mówić. -westchnął
-Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć -przeczesał ręką włosy.
-Dobra, dobra, -wzięłam głęboki oddech -powiem ci.
_________________________________________________________________________________
Jak zwykle skończyłam w jakże idealnym miejscu :D tak więc przepraszam jeśli rozdział cię nie usatysfakcjonował :p (tak wiem długie słowo heh) Także zapraszam do komentowania i wyrażania swoich opinii, pozdrawiam ciepło Caroline ;)

sobota, 31 stycznia 2015

5.Odnawiamy stare znajomości...

Następnego dnia obudziło mnie coś mokrego na policzku. Otworzyłam jedno oko i zobaczyłam siedzącego i pochylającego się nade mną Eliota. Miał mokre włosy, więc pewnie przed chwilą wyszedł spod prysznica. Jęknęłam.
-Eliot zejdź ze mnie.
-A wstaniesz bez żadnych kłopotów? -uśmiechnął się złośliwie
-Tak, wstanę.
-No to czas zapisać cię do szkoły -wstał ze mnie, jęknęłam w poduszkę i wstałam powoli.
-A co z ubraniami? -Teraz miałam na sobie tylko bieliznę i jego za długą koszule, prawie do kolan.
-Mi się podoba to, co teraz masz na sobie. -Podszedł do mnie blisko. Znowu to robi. Cholera. Czy on nie może mnie po prostu pocałować? Westchnęłam. Chciałam sę odsunąć, ale przyciągnął mnie do siebie. Oparł swoje czoło o moje.
-Ty nic nie rozumiesz Caroline -oddychałam głośno.
-No to pomóż mi zrozumieć-zamknęłam oczy. Czułam jego oddech na swoich ustach. Zaraz potem zniknął. Po raz kolejny. Westchnęłam. Podeszłam do plecaka i spojrzałam na mój telefon. Będę musiała się go jakoś pozbyć. Ale najpierw muszę mieć jakieś ciuchy. Poszłam do pokoju Danny'ego. Zapukałam.
-Proszę-otworzyłam drzwi i zastałam go szukającego coś w szafie.
-Danny, potrzebuje...
-Jakieś ciuchy-przerwał- Eliot kazał mi coś dla ciebie poszukać.
-Bo sam nie mógł to zrobić-burknęłam pod nosem. Danny odwrócił się do mnie.
-Słuchaj, Caroline on to wszystko robi dla ciebie.
-Brzmisz jak moja matka-zabrzmiał się szczerze.
-Uwierz mi mówię prawdę. Gdybyś nie znaczyła nic, już dawno by cię tu nie było.
-I dzięki temu mam się poczuć lepiej-westchnął -No dobra, daj mi te ubrania pójdę się przebrać i zaraz do ciebie dołączę. -Piętnaście minut później byłam już gotowa. Czarne legginsy i biała, koronkowa bluzka. Zeszłam na dół i zastałam Danny'ego w kuchni.
-Caroline, możesz poczekać na dworze? Muszę jeszcze do kogoś zadzwonić.
-Jasne spoko-wyszłam na podwórko nie wiedząc co zrobić ze sobą udałam się w stronę jeziora. Muszę się w końcu pozbyć tego telefonu. Weszłam na molo, nagle telefon mi zabrzęczał. Dostałam wiadomość od jakiegoś nieznanego numeru ,,Caroline, pomyśl zanim coś zrobisz"  Zmarszczyłam brwi, po chwili kolejna wiadomość 'Nie wyrzucaj tego telefonu' Dobra. Teraz na prawdę jest coś na rzeczy. Rozejrzałam się dookoła, jednak nie zobaczyłam niczego, co by przykuło moją uwagę. Po chwili trzecia wiadomość 'Nie rób czegoś, co potem będziesz żałować'' Może faktycznie nie powinnam go wyrzucać? Chwilę stałam na molu zastanawiając się co zrobić, w końcu z całej siły wyrzuciłam telefon, wpadł do jeziora. Westchnęłam. To była jedyna rzecz, która trzymała mnie z moim poprzednim życiem. Powolnym krokiem udałam się w stronę Danny'ego. Gdy wreszcie przyszłam on akurat uporał się z zamkiem. Miałam małego stracha. A jeśli mnie nie przyjmą? Teoretycznie chciałam wreszcie się zapisać do szkoły, co się wiąże z tym, że codziennie będę widywała się z Eliotem. A teraz nie chcę go widywać. Swoim zachowaniem potwierdził, że coś do mnie czuje, ale nie będzie z tego nic więcej. Westchnęłam. I podążyłam za Danny'm do samochodu.
-I co podekscytowana? -zapytał, otwierając mi drzwi.
-Bardziej przerażona-podziękowałam i wsiadłam.
-Spokojnie, Eliot ci pomoże się zapisać.
-A nie ty?
-Nie, umówiłem się z nim, że będziesz na niego czekać pod dyrkiem, musiał teraz załatwić jakąś ważną sprawę.
-Coś złego?
-Nie, po prostu musiał się czegoś upewnić.
-Czy ta sprawa jest związana z Mick'iem?
-Czytasz w myślach? -Zaśmiałam się
-Może-odwrócił głowę w moją stronę i ją przekrzywił.
-Na prawdę? -zaczęłam się śmiać -no co? -popatrzył na mnie naburmuszony.
-To było raczej przeczucie-powiedziałam powoli się uspokajając. Wreszcie dojechaliśmy na parking. Na pierwszy rzut oka wyglądał na jakiś stary i opuszczony budynek, ale gdy tylko bardziej się przyjrzałam, zaczął się zmieniać. Zmarszczyłam brwi nie wiedząc co się dzieje. Nagle przede mną ukazała się olbrzymia, masywna szkoła. W całości zbudowana z drewna. Wysiadłam z samochodu nie mogąc się napatrzyć. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. W oknach widoczne były witraże. Na samej górze była wielka kopuła. Weszliśmy dużymi drewnianymi drzwiami. Tak, wiem dużo razy powtarzam słowo 'duży' lub 'ogromny' , ale nigdy się z czymś takim nie spotkałam.
-Dobra, usiądź sobie na tej ławce-wskazał drewniany przedmiot-i poczekaj tu na Eliota powinien zaraz przyjść, ja spadam na lekcje, powodzenia-pocałował mnie w policzek po czym pobiegł w stronę schodów. Chwile siedziałam w totalnej ciszy nie wiedząc co ze sobą zrobić, gdy nagle usłyszałam głos.
-Caroline, to ty-gwałtownie się wyprostowałam. Ten głos znałam aż za dobrze. Matt, mój były chłopak. Chodziłam z nim rok. Ostatnie pół niezbyt dobrze wspominam. Zaczęło mu wtedy odbijać. Zamknął mnie w piwnicy i przez miesiąc w niej trzymał. Przez niego mam blizny na niektórych częściach mojego ciała. I on właśnie biegł w moją stronę. No to się szykują problemy.
-Caroline, to ty? -podbiegł do mnie-Co ty tu robisz? -mocno mnie przytulił. Nie wiem co na to odpowiedzieć. W końcu mnie puścił, mogłam przyjrzeć się jego twarzy. Czarne włosy ułożone w nieładzie, niebieskie oczy i lekki zarost. Nic się nie zmienił.
-Chyba ja powinnam się o to zapytać-czułam od niego wampira. Co?! Wampir?
-Tak-nerwowo poprawił włosy- tak się składa, że chodzę do tej szkoły, ale co ty tu robisz-jego ton wydał mi się nieco ostrzejszy.
-Gówno cię to obchodzi-wycedziłam mu przez zęby. Przycisnął mnie do ściany, nie dając drogi do ucieczki.
-Caroline ostrzegam cię, nie powinnaś tu przychodzić.
-Nic mi nie zrobisz, na pewno nie tu w szkole.
-Tu nie, ale gdzie indziej owszem. -uśmiechnął się złośliwie.
-Odpierdol się ode mnie! -odepchnęłam go wreszcie.
-Jeszcze tego pożałujesz- powiedział mi do ucha, i zniknął. Mam przesrane. Usiadłam na ławce, chowając twarz w dłoniach, co ja teraz zrobię?
_______________________________________________________________
Kolejny rozdziałek ;) taki trochę krótszy, ale coś dodać musiałam :D ostatnio tak jak mówię, średnio mam czas bo nauka trochę przytłacza wraz z dodatkowymi zajęciami i trudno się wyrobić. Akurat dzisiaj miałam chwilkę, więc coś tam napisałam. Oczywiście zachęcam do komentowania i wyrażania swoich opinii. Pozdrawiam cieplutko Caroline :)

wtorek, 27 stycznia 2015

4. Śmierć jest normalna(?)

Weszłam do pokoju i wyciągnęłam z plecaka telefon. Miałam jedną wiadomość. Od mamy. Serce zaczęło mi szybciej bić... przeczytałam. ''Li, nie wiem jakby ci to powiedzieć, ale twój ojciec, on nie żyje."  Cco? mój ojciec? Nie żyje? Ale dlaczego? O dziwo nie czułam żadnego bólu tylko ogarniającą mnie pustkę. Usiadłam na fotelu, telefon wyrzuciłam za siebie, wylądował na podłodze. Dlaczego mój ojciec? Dlaczego akurat on? Wiem, że ludzie umierają, ale dlaczego tak wcześnie. Po chwili dostałam bólu głowy, aczkolwiek w ogóle go nie czułam. Zaraz potem stałam się niewidzialna. Oparłam głowę o fotel. Nawet nie zauważyłam kiedy łzy zaczęły lecieć po moich policzkach. Ta pustka. Tata był ze mną od zawsze. Pomagał mi, zajmował się mną, o wszystkim mu mówiłam, a on mi. Siedzę teraz w tym cholernym fotelu i czekam. Nawet nie wiem na co, ale czekam. Usnęłam.
______________________
 Obudziło mnie cichutkie pukanie do drzwi. Wyczułam wilkołaka. Po chwili wszedł.
-Caroline? Wszystko w porządku? Nie wychodzisz z pokoju już od jakiś 2 godzin. -Zauważył telefon na podłodze, wszyscy wiemy co stało się dalej.
-Caroline, wszystko w porządku? Możesz się pojawić?-po chwili pojawiłam się w fotelu.Przeczesał włosy ręką i powiedział -Słuchaj, wiem, że to dla ciebie strasznie trudne, ale kiedyś do tego musiało dojść. Każdego z nas to spotka.
-Ale dlaczego akurat teraz? -powiedziałam przez łzy.
-Nie płacz. Słuchaj, jeśli coś ci będzie leżało na sercu możesz powiedzieć Eliotowi lub mi.
-A ty kogoś straciłeś? -zapytałam cicho.
-Ja nie miałem kogo-uśmiechnął się smutno-wychowałem się w domu dziecka, nie miałem żadnej mamy, czy taty, czy żadnego rodzeństwa. Eliot dwa lata temu stracił młodszą siostrę. Nigdy nie mógł sobie tego wybaczyć, bo ubzdurał sobie, że to jego wina. Raz w miesiącu przychodzi do niej do grobu i przynosi kwiaty. Każdy kogoś traci. Ja straciłem rodziców, Eliot siostrę, a ty-westchnął-tatę, uwierz mi wszystko będzie dobrze, tylko po prostu o tym nie myśl i się nie obwiniaj.-Chwile się zamyśliłam. Wszystko co powiedział było prawdą? Eliot miał młodszą siostrę? Danny wychował się w domu dziecka? Każdy ma w sobie odrobinę smutku. Każdy kogoś straci lub stracił. Weź się w garść Caroline, oddychaj. 
-Dziękuje ci za tą rozmowę Danny, o wiele mi lepiej.
-Nie ma sprawy, lepiej chodźmy już spać. Nie wiem jak ty, ale ja jestem cholernie zmęczony-ziewnął-dobranoc Caroline.
-Dobranoc Danny-uśmiechnęłam się. Ta rozmowa na prawdę podziałała na mnie dobrze. Było mi szkoda Danny'ego. W końcu on musiał wychowywać się w domu dziecka. Postanowiłam na razie zapomnieć o moim ojcu. Przecież wszyscy w końcu umrzemy. Niezależnie od tego jak zachowujemy się będąc na ziemi i tak wszyscy skończą tak samo. Uważam, że to cholernie niesprawiedliwe, ale w sumie część życia pozagrobowego zależy już od nas. Nie, żebym wierzyła w niebo czy piekło, ale wydaje mi się, że dusza po śmierci albo zostaje skazana na cierpienia, albo zostaje na ziemi pilnować ludzi.
-A ja wciąż spotykam cię siedzącą w tym fotelu. -Eliot wszedł do pokoju jak gdyby nigdy nic.
-Czego chcesz?
-Ciebie-uśmiechnął się złośliwie.
-Haha zabawne-powiedziałam ironicznie-nie serio, po co tu przyszedłeś?
-Bo nie pojawiłaś się na kolacji.
-Chciałam posiedzieć sama, jezu Eliot-przewróciłam oczami.
-Dlaczego jeszcze nie śpisz? -usiadł pod ścianą. Znowu bez koszulki!!
-Bo nie jestem zmęczona-odpowiedziałam
-A powinnaś, jutro idziemy cię zapisać do szkoły.
-Zaraz co?-o czym on mówi?
-No co, chyba nie chcesz zaniedbać nauki.
-Jakiej nauki?
-Jezu jakaś ty nieogarnięta-uderzyłam go w ramie-no co? Mówię jak jest. Pomogę ci się w niej zaaklimatyzować. W końcu ten najlepszy.
-Dlaczego przez te dni do niej nie chodziłeś?
-Była jakaś awaria i nie chodziliśmy do niej przez dwa tygodnie.
-Stawiam, że podobało ci się to-powiedziałam idąc w stronę łóżka.
-Nie wiesz jak bardzo-nagle zmaterializował się przede mną. Chciałam krzyknąć ale zamknął mi usta ręką.
-Eliot, idioto oszalałeś?-spytałam się szeptem
-Podoba mi się, jak reagujesz-przybliżył się do mojej twarzy. Co dziwne ja też tego chciałam. Pragnęłam jego bliskości. Zamknęłam oczy. Jego ręce były teraz na moich plecach. 
-Wyśpij się, jutro szkoła-powiedział do ucha. Poczułam lekki powiew wiatru, zniknął. Opadłam na łóżko i wpatrywałam się w sufit. Co on ze mną robi?! Myślałam tak przez dwie godziny. W końcu się poddałam, próbując zasnąć. Po chwili mi się to udało.
________________________________________
Obudził mnie głos Eliota.
-Mała, wstawaj czas do szkoły-otworzyłam jedno oko i zobaczyłam godzinę 06:00
-Jeszcze godzinka mamo-jęknęłam i odwróciłam się na drugi bok.
-Nie ma żadnej godziny, choć! -przykryłam się kołdrą, która zaraz potem została ze mnie zdjęta-no choć bo cię zaniosę.
-Mhm, dobrze-zwinęłam się w kłębek, Eliot gdzieś poszedł, może mi odpuścił. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Zaraz potem wrócił z uśmieszkiem na twarzy.
-Co się tak głupio szczerzysz? -zapytałam otwierając jedno oko. Podszedł do mnie szybkim krokiem i wziął na ręce.
-Eliot, mówię ci, że nigdzie nie idę. -Wyszedł z mieszkania. Zaczęłam się go coraz bardziej obawiać. Szedł w stronę jeziora. Zaraz mnie olśniło. -Eliot, powiedz, że nie chcesz zrobić tego o czym ja myślę?
-A o czym myślisz? -zapytał śmiejąc się. Wchodził już na molo.
-Dobra, Eliot idę do szkoły, idziemy, choć się ubierać.
-W sumie, mi też się odechciało-uśmiechnął się złośliwie. Był już nad jeziorem. 
-Eliot, proszę cię-przytuliłam się mocno do jego klatki piersiowej-idziemy do szkoły.
-Muszę dać ci nauczkę, żebyś wreszcie umiała wstawać rano, choć w sumie podoba mi się to jak mnie przytulasz.
-Eliot idioto puść mnie! -tymi właśnie słowami sobie nagrabiłam tak, że wrzucił mnie do jeziora. Szybko się wynurzyłam. -Eliot!-usiadł na molo z nogami zanurzonymi w wodzie. Nie mógł przestać się śmiać. Postanowiłam wykorzystać tą chwile nieuwagi i podpłynęłam do niego, po czym pociągnęłam go za nogę. Efekt był taki, że i ja i on byliśmy w jeziorze na jesień, która nie szczyci się ciepłym powietrzem. Dopłynęłam na brzeg i usiadłam. Po chwili przede mną stanął mokry Eliot. Nie mogłam się powstrzymać od parsknięcia śmiechem. On chwilę mi się przyglądał po czym przerzucił przez ramię. Najpierw krzyknęłam, później zaczęłam się strasznie śmiać. Szedł w stronę domu. Otworzył drzwi kopniakiem i wszedł do środka. Przechodząc przez kuchnie zatrzymał się. Zobaczyłam Danny'ego pijącego kawę i robiącego coś na telefonie. Ten podniósł wzrok znad urządzenia. Zmierzył nas wzrokiem.
-Podobno tylko Caroline miała być mokra. -popatrzył na mnie przewieszoną przez ramię i westchnął-normalnie jak dzieci. -Zielonooki chwilę stał po czym zaczął iść po schodach. Zatrzymał się przed drzwiami i je otworzył.
-Eliot gdzie my..
-Oh, zamknij się-walnęłam go w plecy, bo tylko tam mogłam. Usłyszałam jego śmiech. Byliśmy w jego toalecie. Wreszcie mnie puścił. Zamknął drzwi na klucz i schował go do tylnej kieszeni.
-Eliot co ty...-podszedł do mnie strasznie blisko. Zaczęłam się cofać. Patrzyłam w jego zielone oczy nie mogąc się oderwać-Eliot co ty robisz? -nie wiem czemu, ale straciłam całą pewność siebie. On tylko cały czas się do mnie przybliżał. Wreszcie dotknęłam plecami ścianki. Nie miałam gdzie uciec. Jedną ręką gładził mnie po policzku, na drugą nie zwracałam uwagi. Cały czas patrzyłam w jego zielone oczy. Nagle z góry poleciała ciepła woda i usłyszałam śmiech Eliota. Chciałam się od niego odsunąć, ale przytulił mnie mocno i podniósł. Dzięki wodzie było mi coraz cieplej i  sumie dzięki temu idiocie też. W końcu też go przytuliłam tak, że moja głowa leżała na jego ramieniu, a nogi oplatały go w pasie. Staliśmy tak kilka minut,aż w końcu poczułam się zmęczona i ziewnęłam. Eliot musiał to usłyszeć bo wyłączył wodę.
-Dobra mała, dzisiaj ci szkołę odpuszczę, ale jutro już tak dobrze nie będzie. 
-Dobrze? Wrzuciłeś mnie do zimnego jeziora. -Chciałam już się odsunąć, ale nie pozwolił mi na to. -Eliot, chce się przebrać, cholera nie mam żadnych suchych ubrań-po chwili wreszcie mnie puścił.
-Wiesz co mała? Proponuje ci codziennie takie prysznice, tylko od następnego razu bez ubrań-zostałam w jego łazience, podczas gdy on poszedł po jakieś ubrania.
-Możesz sobie pomarzyć! -krzyknęłam i usłyszałam jego śmiech.
_________________________________________________________________
Kolejny rozdział, który chciałam zadedykować mojej przyjaciółce Natalii, która za cholerę ni mogła się doczekać właśnie tego rozdziału. Nie wiem czy dobrze mówię, ale mam złą wiadomość dla was. Do końca tygodnia nie będę dodawała żadnych rozdziałów, bo zwyczajnie w świecie nie mogę, także następny rozdział będzie w poniedziałek, bądź w sobotę ;) Oczywiście zachęcam do komentowania i wyrażania swoich opinii. Pozdrawiam cieplutko Caroline :)

środa, 21 stycznia 2015

3. Spotkanie twarzą w twarz.

-Kurwa-Eliot gwałtownie wstał-znowu bawili się chemikaliami. Pewnie dlatego nie czułem, że to wampiry. Użyli jakiegoś zapachu maskującego żebyśmy ich nie rozpoznali.
-Eliot, powiesz o co tu chodzi? -spytałam wstając
-Powiem tylko tyle, że to wszystko było zaplanowane. Cholera jaki ja jestem głupi! -uderzył w stół.
-Stary, musimy coś z nimi zrobić. Oni się tak szybko nie odpieprzą.
-Dobra, Caroline trzymaj się mnie i Danny'ego. Masz być za nami dobra? -przytaknęłam. Wolałam się z nim teraz nie kłócić. Wyszliśmy do domu i udaliśmy się w stronę hałasów. Po chwili biegu kucnęliśmy pod jednym z krzaków. Zobaczyłam w miarę dużą polanę, otoczoną z każdej strony lasem. Było tam gdzieś z dwudziestu chłopaków i strasznie się darli. Jeden z nich krzyknął..
-Eliot, oddaj nam dziewczynę, wiemy, że tu jesteś czuję twoją obecność. Odpowiedziała mu głucha cisza-ale z ciebie ciota, potrafisz się tylko po kątach chować. -Eliot coraz mocniej zaciskał dłonie w pięści. -Weźmiemy tylko dziewczynę, którą nam zabrałeś i pójdziemy.- ponownie nastała cisza -Dobra, jak tam chcesz. -Nagle jakaś para rąk wyciągnęła mnie i zaczęła nieść w stronę tego chłopaka, który mówił. Zaczęłam się rzucać na wszystkie strony. Facet, który mnie trzymał przybliżył się do mojego ucha i powiedział.
-Jeśli nadal będziesz się tak szamotać oderwę ci po kolei wszystkie kości-przełknęłam głośno ślinę i nic już nie robiłam. Eliot rzucił się i skręcił kark dwóm wampirom. Danny rzucił się i powalił trzech. Od razu zostali złapani i unieszkodliwieni. No to po nas.
-No i po co ci to było? I tak wszyscy wiedzieli jak to się skończy.
-Po co ci ona? Zostaw ją w spokoju! -krzyknął Eliot.
-W sumie ja ją chce bo ty ją chcesz. Jakoś nie widziałem, żebyś kiedykolwiek walczył o którąś z twoich ludzkich panienek. Zazwyczaj i tak kończyły z poderżniętym gardłem-zaśmiał się złowieszczo. -a ty sobie z tego nic nie robiłeś, nagle coś ci się zmieniło?
-Zostaw ją! Dopadnę cię, skręcę ci kark, wbije sztylet w serce a twoje ciało wrzucę do morza!-patrzyłam na Eliota z przerażeniem. Co się z nim stało? Kompletnie nie przypominał siebie.
-Bardzo śmieszne-zaśmiał cię szyderczo- Nic mi nie zrobisz, jesteś słaby-odkrzyknął mu ich szef.
-A ty- Eliot wybuchł gorzkim śmiechem- musisz posiadać 30 wampirów, bo boisz się tego, że możesz przegrać ze mną, wilkołakiem i bezbronną dziewczyną, ty strachliwa gnido- Jakiś wampir wymierzył mu mocny cios w brzuch.
-Eliot! -krzyknęłam jednocześnie z Danny'm
-A ty dziwko, pójdziesz ze mną- Mick, czy jak mu tam było wziął mnie trzymając nóż przy gardle i szedł w stronę Eliota z głupim uśmieszkiem. Muszę coś zrobić. Wiem! Skupiłam się. Wyjątkowo mocno. Po chwili ból zaczął ogarniać całe moje ciało. Był nie do zniesienia. Nigdy jeszcze nie czułam czegoś tak strasznego. Wcześniejsze znikanie było w tej chwili pestką jeśli chodzi o to co właśnie przeżywałam. Kurwa, ale mnie boli. Od razu zostałam puszczona przez Mick'a jakbym go oparzyła. Słyszałam Eliota w oddali krzyczącego moje imię i próbującego się wyrwać. Po chwili stało się to, co zamierzałam. Wszyscy patrzyli się na ziemie, gdzie przed chwilą leżałam.  Szybko wstałam i poszłam do tego ich szefa. Teraz zobaczymy kto tu jest dziwką.
-Co do kur...-kopnęłam go z całej siły w brzuch. Przewrócił się i zaczął drzeć wniebogłosy. , Cała ta jego grupka od razu znalazła się przy nim. Tylko Eliot i Danny stali tam gdzie wcześniej i wpatrywali się w tamto miejsce z niedowierzaniem. Podbiegłam do nich. Stanęłam na przeciwko zielonookiego i popatrzyłam mu w oczy. Zaraz potem zmaterializowałam się przed nim. On podskoczył.
-No to chyba możemy się zmywać? - powiedziałam, po czym pobiegłam w stronę domku. Po chwili Eliot i Danny do mnie dołączyli. Bo jakiś dziesięciu minutach szybkiego biegu zmęczona usiadłam na ławce znajdujące się obok drewnianego domku. Zaraz potem poczułam jak głowa mi pulsuję. 
-Auuu.-jęknęłam. Eliot natychmiast znalazł się przy mnie.
-Caroline, wszystko w porządku? -pokiwałam delikatnie głową i wstałam powoli. -To co zrobiłaś było po prostu niesamowite. Ja.. nie wiedziałem co się stało. Jak... ty to..? No i w ogóle... -uśmiechnęłam się.
-To jest właśnie ta rzecz, która różni mnie od zwykłego człowieka. Tylko jeszcze nie wiem co to.... -znowu ból. Cholera.
-Czekaj, poczekaj idę po jakieś tabletki.
-Nie Eliot-przerwałam mu- wszystko dobrze, na prawdę. - Powoli wstałam, i za chwilę poczułam, że pochłania mnie ciemność.
______________________________
|2 DNI PÓŹNIEJ|
Otworzyłam powoli oczy i rozejrzałam się. Nie byłam w swoim pokoju. Zobaczyłam Danny'ego siedzącego na krześle obok łóżka.
-Oh Caroline obudziłaś się,
-Tak, gdzie jest Eliot?
-Spokojnie-uśmiechnął się-kazałem mu się umyć, bo przez dwa dni siedział tutaj i nie ruszał się od ciebie na krok. Chcesz coś do jedzenia? W sumie dużego wyboru nie mamy. Jak będzie ci lepiej to przyjdź do kuchni. -Uśmiechnął się ciepło i wyszedł. Na prawdę, Eliot się tak o mnie martwił? Uśmiechnęłam się pod nosem i wstałam. Czułam się jak nowo narodzona i ej.  Miałam na sobie tylko długą bluzkę sięgającą mi do kolan. Czemu ja tak jestem ubrana?. O co tu chodzi? Co się działo przez te dwa dni? Dobra. Nie będę drążyła tematu, bo szczerze wole tego nie wiedzieć. Zeszłam na dół i zastałam obydwu panów siedzących przy stole. Eliot podniósł wzrok i teraz wpatrywał się we mnie. Poczułam się trochę nieswojo. Podeszłam do stołu i wzięłam przygotowany już dla mnie talerz.
-No nic wy sobie tu jedzcie, a ja pójdę do pokoju -ruszyłam w kierunku schodów, gdy nagle ktoś objął mnie rękami od tyłu. Daje głowę, że to on- Eliot, możesz mnie puścić?
-Posiłki jemy wspólnie kochanie-szepnął mi do ucha. Prychnęłam, po czym wyrwałam się z jego uścisku.
-Wasze towarzystwo jest niezwykle kuszące, jednakże muszę odmówić, gdyż chcę posiedzieć sama. SAMA Eliot, nie sama z tobą-pokazał mi język. Zaśmiałam się po czym udałam do swojego pokoju.
_______________________________________________________________
Kolejny rozdział mamy już za sobą ;3 Zastanawiam się czy wolicie rozdziały nie więcej niż 1000 słów za to często, czy długie ale za to raz w tygodniu ;) Oczywiście zachęcam do komentowania i wyrażania swoich opinii. Pozdrawiam cieplutko Caroline :)